Zrobili wszystko by uratować małego aniołka! Świadek, który jest strażakiem dziękuje za pomoc!

Nie milkną echa wczorajszego, tragicznego wypadku na drodze pomiędzy Lesznem a Nową Wsią. Na wysokości Nowego Świata doszło do czołowego zderzenia dwóch samochód osobowych. W wyniku poniesionych obrażeń na miejscu zdarzenia śmierć poniósł mały aniołek, 11-miesięczny chłopiec. Jego matka i dwójka braci przebywają w szpitalach. Kierowca, który spowodował wypadek, nie posiadał prawa jazdy oraz miał sądowy zakaz, który został nałożony mu gdy kierował pod wpływem alkoholu. Jako jednym z pierwszych, którzy ruszyli na pomoc, był strażak-ochotnik z Ponieca, a także nasz redakcyjny kolega.

Widzisz wypadek, ZATRZYMUJESZ SIĘ bierzesz apteczkę, gaśnicę, podręczny sprzęt, który może pomóc i biegniesz ratować poszkodowanych. Mnóstwo krwi, złamań, ludzkiego w tym dziecięcego cierpienia. Wstępnie rozpoznajesz sytuację i udzielasz pomocy temu, który z trójki dzieci i dwojga dorosłych najbardziej jej potrzebuje… – takimi słowami na facebooku swój wpis rozpoczyna ochotnik z Ponieca

Dziś postanowiliśmy porozmawiać z Krzysiem i poprosić go o zrelacjonowanie tego zdarzenia. Przepraszamy za niezachowanie zasad wywiadu, ale była to rozmowa między kolegami strażakami-ochotnikami.

  • MARCIN: Krzysiu, najechałeś na to zdarzenie. Z naszej rozmowy na miejscu zdarzenia pamiętam, że byłeś bodajże 3 autem na miejscu. Równie dobrze gdybyś wyjechał 10 sekund szybciej z domu, mógłbyś być na miejscu osobowej skody. Co zrobiłeś jako pierwsze w momencie gdy zobaczyłeś wypadek?
  • KRZYSIU: Nawet w ten sposób nie myślę. Miałem początkowo jechać Inna droga do Leszna. Całkowity przypadek, że tam się znalazłem. Ale jak już byłem, to pomogłem. Zabrałem apteczkę i podbiegłem, zobaczyć co się stało. Nie spodziewałbym się nigdy, że takie coś zastane. Zorientowałem się, co mogę zrobić, kto wymaga największej pomocy. Resztą  poszkodowanych zajęli się wytypowani z tłumu ludzie, którzy otrzymali konkretne instrukcje i zadania.
  • M: Jako strażak-ochotnik naoglądałeś się już w swoim życiu. Wiele ludzkich tragedii, ale ta na pewno zostanie Ci w pamięci na długo…a raczej na zawsze. Ratowałeś już wcześniej dziecko czy to był pierwszy raz?
  • K: Tak młode pierwszy raz. Inne dzieci owszem były, ale bez zatrzymania krążenia. Tu było, całkowicie inaczej niż jadąc na akcje zastępem osp. Nie masz do dyspozycji sprzętu i wyszkolonych ludzi tylko gapiów, którzy nie wiedzieli, co mają robić. Chcieli przekładać dzieci, wyciągać kobietę z auta. Wtedy doszłoby prawdopodobnie do większej tragedii ze względu na to, jakie na szybko widziałem obrażenia poszkodowanych. Ta akcja dziś budzi jeszcze wiele emocji w tym łez. Z czasem pewnie przejdzie mi, ale widok całej akcji, widok poszkodowanych połamanych dzieci całych w krwi i ten krzyk zostanie w pamięci na zawsze.
  • M: Czy ludzie, którzy byli na miejscu zdarzenia, pomogli w udzielaniu pomocy poszkodowanym?
  • K: 2 osoby podeszły do auta na początku i zabrały dzieci  z pojazdu, ponieważ widoczny był dym i obawa ze się zapali. Nie było gapiów nagrywających filmy i robiących zdjęcia byli to ludzie, którzy przyszli zobaczyć co się stało. Sami chyba nie widzieli co robić, ale na konkretną komendę spięli się i pomagali robili to co mieli robić. 
  • M: Wiem, że w Komendzie Miejskiej Policji w Lesznie, zabezpieczono nagrania z wideo rejestratora samochodu. Czy to prawda, że ludzie przejeżdżali, widząc wypadek i nie zatrzymali się, by udzielić pomocy?
  • K: Wręcz najechaliby na ludzi, którzy mimo strachu podeszli i pomagali. Szkoda słów!
  • M: Czy coś jeszcze chciałbyś przekazać czytelnikom naszego portalu?
  • K: Pamiętajcie! Zachowujcie się tak, jak by to wam potrzeba była pomoc, jak chcielibyście, by wam udzielano pomocy. Nie bójcie się podejście zapytać jak macie pomóc. Weź apteczkę, gaśnice to, co masz pod ręką i idź ratować czyjeś zdrowie i życie.
  • M: Krzysiu, dzięki za rozmowę. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim osobom postronnym oraz służbom, które pracowały na miejscu zdarzenia. Wszyscy jesteście wielcy!